Siostry z Michałowa
Piłka nożna, dziennikarstwo, stypendium w USA - o tym opowiadają siostry Edyta i Ewa Harasimczuk
Skąd u sióstr Harasimczuk zainteresowanie piłką nożną ?
Ewa: To dość trudne pytanie. Właściwie same nie wiemy kiedy zaczęła się nasza przygoda z piłką. Jako małe dziewczynki całe dnie spędzałyśmy z kuzynami na boisku. Nie było to dla nas nic nadzwyczajnego. Dopiero, gdy w wieku 8 lat zmieniłyśmy szkołę i środowisko, zaczęłyśmy zauważać zdziwienie rówieśników.
Edyta: Wtedy to właściwie zdałyśmy sobie sprawę, że nie jest to typowe wszystkim dziewczynkom zainteresowanie.
Panuje opinia, że rodzeństwo lubi się ze sobą kłócić. U Was też tak jest ? Przenosi się to również na boisko ?
Ewa: Jeśli chodzi o spory w domu, to można powiedzieć, że wyrosłyśmy już z tego, a jakiekolwiek najmniejsze sprzeczki nie przenoszą się na boisko.
Edyta: Jednak muszę przyznać, że spięcia na boisku zdarzają się nam bardzo często. Zwykle mamy do siebie pretensje o niedokładność lub brak koncentracji. Nie będę ukrywać, że czasami łatwiej jest mieć wyrzuty wobec siostry, niż oskarżać o brak umiejętności koleżankę, która właściwie na to zasłużyła.
Ewa: Tak, to prawda. Ciężko jest kontrolować emocje na boisku. Dajemy sobie sporo konstruktywnych uwag, jednak są one przeplatane niepotrzebnymi docinkami. Najważniejsze jest to, że schodząc z boiska nie żywimy do siebie żadnej urazy. Często na spokojnie analizujemy nasze uwagi i próbujemy wyciągnąć trafne wnioski.
Często w domu rozmawiacie ze sobą o piłce ?
Ewa: Tak, jest to jeden z głównych tematów naszych rozmów, gdyż oprócz tego, że same gramy w piłkę, to staramy się być na bieżąco z wydarzeniami w polskiej Ekstraklasie.
Jaki sport oprócz piłki nożnej jest najbliższy Waszemu sercu ?
Edyta: Będąc w gimnazjum w klasie sportowej poza grą w szkolnej drużynie piłki nożnej reprezentowałyśmy szkołę w biegach przełajowych, tenisie stołowym i siatkówce. Odnosiłyśmy większe lub mniejsze sukcesy, jednak nigdy nie myślałyśmy o zajęciu się na poważnie którąkolwiek z tych drugorzędnych nam dyscyplin. Piłka nożna zawsze była na pierwszym miejscu.
Ewa: Obecnie zajęcia typowo piłkarskie łączymy z treningami na siłowni, które bardzo lubimy. Wydaje mi się więc, ze gdyby nie piłka, byłybyśmy fitnesskami.
Piłka nożna w Waszym przypadku to nie tylko gra. Pracujecie też jako dziennikarki na meczach Jagielloni Białystok ?
Ewa: Raczej nazwałabym to hobby, niż pracą. Moją rolą w Redakcji jagiellonii.net jest robienie zdjęć na meczach.
Edyta: Ja natomiast, przeprowadzam wywiady z piłkarzami. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek przyjdzie mi znaleźć się "po drugiej stronie mikrofonu".
Ewa: Obracanie się w profesjonalnym środowisku dziennikarsko-piłkarskim sprawia nam wiele "frajdy", dlatego tak lubimy jeździć z Redakcją jagiellonii.net nawet na najdalsze wyjazdy. Podczas trwania sezonu praktycznie nie mamy wolnych weekendów. Zdarzyła się na przykład taka sytuacja, gdy wracając z meczu Jagiellonii w Chorzowie, zostałyśmy w Warszawie, by następnego dnia, bo całonocnej podróży, wybiec na boisko i dać z siebie wszystko. Śmiejemy się, że dzięki temu zażywamy sporo piłki w teorii jak i w praktyce.
Edyta: Dodam, że w poniedziałek po tym weekendzie, wróciwszy do Białegostoku miałyśmy rozszerzoną maturę z biologii. Grafik zawsze mamy dość napięty, ale nigdy na to nie narzekamy.
Staracie się teraz o sportowe stypendium w USA. Mogłybyście przybliżyć tą sprawę ?
Edyta: Już rok temu nawiązałyśmy kontakt z jednym z angielskich klubów, jednak wtedy nie miałyśmy nikogo, kto pomógłby przejść nam przez wszystkie formalności. Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Mamy managera, który jest pośrednikiem między nami a uczelniami amerykańskimi. Również nasz Trener Dariusz Golak wspiera nas w działaniach. W Stanach mamy zamiar kontynuować studia fizjoterapeutyczne, a przy okazji jako stypendystki reprezentować szkołę w tamtejszej lidze uniwersyteckiej. Wiadomo, że w Polsce bardzo ciężko jest pogodzić studiowanie i grę w klubie. Natomiast w stanach zwraca się ogromną uwagę na pogodzenie tych dwóch aspektów. Stypendysta musi być zarówno dobrym sportowcem jak i studentem.
Ew
a: Poza tym nigdzie indziej jak w USA na piłkę nożną kobiet nie ma przeznaczonych większych środków, a bazy treningowe niejednokrotnie swym standardem przewyższają warunki panujące w polskiej Ekstraklasie. Czegoż chcieć więcej?
Edyta: Działalność zmierzającą do uzyskania stypendium prowadzimy od stycznia tego roku. Załatwianie wszelkich formalności pochłania sporo czasu i jest przyczyną stresu, ale: "no pain, no gain":). Budujący jest fakt, że krąg zainteresowanych nami uczelni powiększa się. Jako przykład mogę podać California State University Los Angeles, czy The University of West Florida. Aktualnie przygotowujemy się do dwóch wymaganych przez stronę amerykańską egzaminów. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już w sierpniu wyjedziemy do Stanów.
Przejdźmy do zmagań ligowych klubu w którym gracie – KS Michałowo. I liga okazała się w obecnej chwili zbyt wymagająca dla Was ?
Edyta: Rzeczywiście, tabela na to wskazuje. Myślę, że wynika to głównie z tego, iż przed naszym pierwszym sezonem w wyższej lidze sporo doświadczonych dziewczyn przeniosło się do innych klubów, odeszło z przyczyn osobistych lub odniosło kontuzje. Tak więc, awansując miałyśmy wymarzony skład, jednak w I lidze Trener musiał postawić na młode dziewczyny, które dopiero zaczęły zdobywać doświadczenie w piłce ligowej.
Na każdy wyjazdowy mecz musicie przemierzać setki kilometrów. Jaki wpływ ma to potem na Waszą postawę na boisku ?
Ewa: Naprawdę dalekie wyjazdy zaczną się dopiero na wiosnę. Czeka nas bowiem wyjazd do Żywca, na dodatek w Wielką Sobotę. Jednak w przeciwieństwie do sytuacji w II lidze, obecnie na mecze jeździmy dzień wcześniej. Pozwala nam to odpowiednio wypocząć po podróży.
Jakie macie plany i oczekiwania przed rundą rewanżową ?
Edyta: Wiosną czeka nas typowa walka o utrzymanie. Obecnie na każdych zajęciach trenujemy sumiennie, gdyż wierzymy, że nie jesteśmy jeszcze na pozycji straconej i wiosną uda nam się powalczyć o lepsze rezultaty.
Rozmawiał: Łukasz Preiss (KobiecaPilka.pl)

Ewa Harasimczuk
data urodzenia: 20.09.1989
pozycja: skrajny pomocnik
pseudonim: Siostra
piłkarski idol: Jan Urban
ulubiona drużyna: Real Madryt
największe marzenie: Uzyskanie stypendium sportowego na renomowanej amerykańskiej uczelni i ukończenie studiów.
największy sukces: Umiejętność połączenia studiów z graniem w klubie i pracą.

Edyta Harasimczuk
data urodzenia: 20.09.1989
pozycja: obrońca
pseudonim: Siostra
piłkarski idol: Fabio Cannavaro
ulubiona drużyna: Real Madryt
największe marzenie: Uzyskanie stypendium sportowego na renomowanej amerykańskiej uczelni i ukończenie studiów.
największy sukces: Jeszcze przede mną.
Ewa: To dość trudne pytanie. Właściwie same nie wiemy kiedy zaczęła się nasza przygoda z piłką. Jako małe dziewczynki całe dnie spędzałyśmy z kuzynami na boisku. Nie było to dla nas nic nadzwyczajnego. Dopiero, gdy w wieku 8 lat zmieniłyśmy szkołę i środowisko, zaczęłyśmy zauważać zdziwienie rówieśników.
Edyta: Wtedy to właściwie zdałyśmy sobie sprawę, że nie jest to typowe wszystkim dziewczynkom zainteresowanie.
Panuje opinia, że rodzeństwo lubi się ze sobą kłócić. U Was też tak jest ? Przenosi się to również na boisko ?
Ewa: Jeśli chodzi o spory w domu, to można powiedzieć, że wyrosłyśmy już z tego, a jakiekolwiek najmniejsze sprzeczki nie przenoszą się na boisko.
Edyta: Jednak muszę przyznać, że spięcia na boisku zdarzają się nam bardzo często. Zwykle mamy do siebie pretensje o niedokładność lub brak koncentracji. Nie będę ukrywać, że czasami łatwiej jest mieć wyrzuty wobec siostry, niż oskarżać o brak umiejętności koleżankę, która właściwie na to zasłużyła.
Ewa: Tak, to prawda. Ciężko jest kontrolować emocje na boisku. Dajemy sobie sporo konstruktywnych uwag, jednak są one przeplatane niepotrzebnymi docinkami. Najważniejsze jest to, że schodząc z boiska nie żywimy do siebie żadnej urazy. Często na spokojnie analizujemy nasze uwagi i próbujemy wyciągnąć trafne wnioski.
Często w domu rozmawiacie ze sobą o piłce ?
Ewa: Tak, jest to jeden z głównych tematów naszych rozmów, gdyż oprócz tego, że same gramy w piłkę, to staramy się być na bieżąco z wydarzeniami w polskiej Ekstraklasie.
Jaki sport oprócz piłki nożnej jest najbliższy Waszemu sercu ?
Edyta: Będąc w gimnazjum w klasie sportowej poza grą w szkolnej drużynie piłki nożnej reprezentowałyśmy szkołę w biegach przełajowych, tenisie stołowym i siatkówce. Odnosiłyśmy większe lub mniejsze sukcesy, jednak nigdy nie myślałyśmy o zajęciu się na poważnie którąkolwiek z tych drugorzędnych nam dyscyplin. Piłka nożna zawsze była na pierwszym miejscu.
Ewa: Obecnie zajęcia typowo piłkarskie łączymy z treningami na siłowni, które bardzo lubimy. Wydaje mi się więc, ze gdyby nie piłka, byłybyśmy fitnesskami.

Piłka nożna w Waszym przypadku to nie tylko gra. Pracujecie też jako dziennikarki na meczach Jagielloni Białystok ?
Ewa: Raczej nazwałabym to hobby, niż pracą. Moją rolą w Redakcji jagiellonii.net jest robienie zdjęć na meczach.
Edyta: Ja natomiast, przeprowadzam wywiady z piłkarzami. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek przyjdzie mi znaleźć się "po drugiej stronie mikrofonu".
Ewa: Obracanie się w profesjonalnym środowisku dziennikarsko-piłkarskim sprawia nam wiele "frajdy", dlatego tak lubimy jeździć z Redakcją jagiellonii.net nawet na najdalsze wyjazdy. Podczas trwania sezonu praktycznie nie mamy wolnych weekendów. Zdarzyła się na przykład taka sytuacja, gdy wracając z meczu Jagiellonii w Chorzowie, zostałyśmy w Warszawie, by następnego dnia, bo całonocnej podróży, wybiec na boisko i dać z siebie wszystko. Śmiejemy się, że dzięki temu zażywamy sporo piłki w teorii jak i w praktyce.
Edyta: Dodam, że w poniedziałek po tym weekendzie, wróciwszy do Białegostoku miałyśmy rozszerzoną maturę z biologii. Grafik zawsze mamy dość napięty, ale nigdy na to nie narzekamy.
Staracie się teraz o sportowe stypendium w USA. Mogłybyście przybliżyć tą sprawę ?
Edyta: Już rok temu nawiązałyśmy kontakt z jednym z angielskich klubów, jednak wtedy nie miałyśmy nikogo, kto pomógłby przejść nam przez wszystkie formalności. Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Mamy managera, który jest pośrednikiem między nami a uczelniami amerykańskimi. Również nasz Trener Dariusz Golak wspiera nas w działaniach. W Stanach mamy zamiar kontynuować studia fizjoterapeutyczne, a przy okazji jako stypendystki reprezentować szkołę w tamtejszej lidze uniwersyteckiej. Wiadomo, że w Polsce bardzo ciężko jest pogodzić studiowanie i grę w klubie. Natomiast w stanach zwraca się ogromną uwagę na pogodzenie tych dwóch aspektów. Stypendysta musi być zarówno dobrym sportowcem jak i studentem.
Ew
a: Poza tym nigdzie indziej jak w USA na piłkę nożną kobiet nie ma przeznaczonych większych środków, a bazy treningowe niejednokrotnie swym standardem przewyższają warunki panujące w polskiej Ekstraklasie. Czegoż chcieć więcej?Edyta: Działalność zmierzającą do uzyskania stypendium prowadzimy od stycznia tego roku. Załatwianie wszelkich formalności pochłania sporo czasu i jest przyczyną stresu, ale: "no pain, no gain":). Budujący jest fakt, że krąg zainteresowanych nami uczelni powiększa się. Jako przykład mogę podać California State University Los Angeles, czy The University of West Florida. Aktualnie przygotowujemy się do dwóch wymaganych przez stronę amerykańską egzaminów. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już w sierpniu wyjedziemy do Stanów.
Przejdźmy do zmagań ligowych klubu w którym gracie – KS Michałowo. I liga okazała się w obecnej chwili zbyt wymagająca dla Was ?
Edyta: Rzeczywiście, tabela na to wskazuje. Myślę, że wynika to głównie z tego, iż przed naszym pierwszym sezonem w wyższej lidze sporo doświadczonych dziewczyn przeniosło się do innych klubów, odeszło z przyczyn osobistych lub odniosło kontuzje. Tak więc, awansując miałyśmy wymarzony skład, jednak w I lidze Trener musiał postawić na młode dziewczyny, które dopiero zaczęły zdobywać doświadczenie w piłce ligowej.
Na każdy wyjazdowy mecz musicie przemierzać setki kilometrów. Jaki wpływ ma to potem na Waszą postawę na boisku ?
Ewa: Naprawdę dalekie wyjazdy zaczną się dopiero na wiosnę. Czeka nas bowiem wyjazd do Żywca, na dodatek w Wielką Sobotę. Jednak w przeciwieństwie do sytuacji w II lidze, obecnie na mecze jeździmy dzień wcześniej. Pozwala nam to odpowiednio wypocząć po podróży.
Jakie macie plany i oczekiwania przed rundą rewanżową ?
Edyta: Wiosną czeka nas typowa walka o utrzymanie. Obecnie na każdych zajęciach trenujemy sumiennie, gdyż wierzymy, że nie jesteśmy jeszcze na pozycji straconej i wiosną uda nam się powalczyć o lepsze rezultaty.
Rozmawiał: Łukasz Preiss (KobiecaPilka.pl)

Ewa Harasimczuk
data urodzenia: 20.09.1989
pozycja: skrajny pomocnik
pseudonim: Siostra
piłkarski idol: Jan Urban
ulubiona drużyna: Real Madryt
największe marzenie: Uzyskanie stypendium sportowego na renomowanej amerykańskiej uczelni i ukończenie studiów.
największy sukces: Umiejętność połączenia studiów z graniem w klubie i pracą.

Edyta Harasimczuk
data urodzenia: 20.09.1989
pozycja: obrońca
pseudonim: Siostra
piłkarski idol: Fabio Cannavaro
ulubiona drużyna: Real Madryt
największe marzenie: Uzyskanie stypendium sportowego na renomowanej amerykańskiej uczelni i ukończenie studiów.
największy sukces: Jeszcze przede mną.