Listkiewicz odpowiada za sędziowanie


Michał Listkiewicz – były prezes PZPN i jeden z najwybitniejszych polskich sędziów w historii dostał nową misję. Kolegium Sędziów PZPN powierzyło mu kwestie związane z kobiecym sędziowaniem w Polsce. Jakie są jego związki z żeńskim futbolem oraz plany na starcie?





- Gdy pierwszy raz zetknąłem się z kobiecą piłką nożną ponad ćwierc wieku temu, nikomu nie śniło się jeszcze, że bardzo szybko panowie zostaną odstawieni od gwizdka i chorągiewki w żeńskim futbolu. Sam sędziowałem kilka finałów piłkarskiego Pucharu Polski kobiet, a moim międzynarodowym debiutem był finałowy turniej mistrzostw Europy pań właśnie. Spotkałem tam późniejsze międzynarodowe sędziowskie sławy z Peterem Mikkelsenem na czele. W finałach ME grały ledwie cztery zespoły (dziś cztery razy tyle), a rozstrzygać można było z koła środkowego, tak wolna i schematyczna była gra.

Rewolucja pod względem techniki, szybkości, taktyki nastąpiła błyskawicznie. Także w sędziowaniu. Początkowo problem polegał na tym, że tylko kilka państw miało sędzie odpowiedniej jakości. W większości krajów członkowskich FIFA jakość pań zgłaszających się do sędziowania była kiepska, często były to sportsmenki, zazwyczaj biegaczki, bez pojęcia o przepisach, nie grające nigdy w piłkę, nawet w szkole. Pamiętam moją pierwszą obserwację na meczu prowadzonym przez dziewczynę z Afryki. Biegała środkiem od bramki do bramki, szybciej od zawodniczek, gwizdała stanowczo za często i bez powodu. Okazało się, że to mistrzyni kontynentu w biegach średnich, a piłkę nożną znała... z telewizji. Najgorzej było z asystentkami, choć zdarzył mi się miły wyjątek: na igrzyskach olimpijskich w Atlancie (1996, debiutował tam wtedy na wielkiej imprezie sam Pierluigi Collina) najlepszym asystentem w łączonym rankingu kobiet i mężczyzn była maleńka Nelly z Francji. Pytana przez dziennikarzy o tajemnice tak dobrego występu Nelly odpowiedziała bardzo szczerze: – Kobiety wszystko starają się zrobić perfekcyjnie, skupiają się na powierzonym im zadaniu, a z panami bywa różnie. Może i racja ...

Trochę to trwało, zanim kobiece sędziowanie ruszyło z martwego punktu na kontynentach bez żadnych tradycji. Dziś w Afryce, Oceanii, Ameryce Południowej mamy już dobrze sędziujące dziewczyny, choć nadal dominują Europa, Azja i Ameryka Północna. Stanowczo zbyt długo do prowadzenia kobiecych spotkań wyznaczano mężczyzn, także w Polsce. W porządku, jeśli byli to młodzi arbitrzy na dorobku. Gorzej, gdy „popisywał się” starszy pan z brzuszkiem, zastygły w kole środkowym i nie traktujący zadania poważnie. Obiecuję, że u nas takich numerów już nie będzie, a włodarzy regionalnych struktur sędziowskich proszę o dobrą współpracę i konsekwencję w działaniu. Przypominam o obowiązującej uchwale KS PZPN, że mecze II ligi kobiet mają być sędziowane przez sędzie, a mężczyźni mają być tylko UZUPEŁNIENIEM obsady. Cenię sędziujące panie (panny też oczywiście) za ich pasję, pracowitość, bezinteresowność (kto zna różnicę między płciami pod względem ryczałtów za sędziowanie, ten mnie poprze), brak kompleksów i odwagę. Ironiczne i głupie uwagi z trybun, kierujące kobiety do kuchni i żelazka, chamskie seksistowskie sugestie, na szczęście są już passé, uważane są słusznie za obciach.

Cały felieton Michała Listkiewicza można przeczytać w magazynie „Sędzia".