M.Dudek: nie wszyscy muszą się kochać
Na stronie www.kspiaseczno.jogger.pl ukazał się wywiad z Magdaleną Dudek, zawodniczką GOSiRek Piaseczno. Zapraszamy do lektury.
Początki kobiecej piłki nożnej w Piasecznie to jesień 2003 roku. Założyciel drużyny, trener Krzysztof Dudek, twój ojciec, nie ukrywał, że klub powstał przede wszystkim z myślą o tobie. To był dla ciebie przywilej, czy może dodatkowe obciążenie?
- Na pewno dodatkowe obciążenie. Wiadomo, że córka trenera jest postrzegana w zespole zupełnie inaczej niż reszta dziewczyn. Na początku w ogóle tego nie odczuwałam, ale później, już w wyższych klasach rozgrywkowych, pojawiały się – jak to u kobiet – przebąkiwania, że ta czy inna osoba gra dlatego, że jest spokrewniona ze szkoleniowcem czy działaczem... Jakieś przywileje na pewno były, ale mimo wszystko powiedziałabym, że taka sytuacja jest sporym obciążeniem.
Skąd wzięła się twoja pasja do piłki? Zaszczepili ją w tobie ojciec i brat?
- Zdecydowanie. Tata sam grał, później został trenerem, a i brat dość wcześnie związał się z futbolem. Siłą rzeczy sporo czasu spędzałam z nimi na stadionie, gdzieś tam sobie z boku kopałam... I tak zostało.
Zanim w Piasecznie powstała drużyna żeńska, trenowałaś z chłopakami. Nie spotkałaś się z ich strony z żadnymi przykrościami? Nie było głosów, że nie chcą grać z dziewczyną?
- Nie był to jakiś długi okres, ale rzeczywiście zaczęłam pojawiać się na treningach u Bartka Kobzy, który prowadził wówczas rocznik '91. Fajna ekipa, w której grali między innymi Michał Żyro, Robert Siekański czy Adam Gołaszewski. Nie spotkałam się tam z żadnymi niemiłymi historiami. Wręcz przeciwnie, miałam z chłopakami naprawdę dobry kontakt i nigdy nie dali mi odczuć, że mnie nie chcą.
Cały wywiad można przeczytać na www.kspiaseczno.jogger.pl
- Na pewno dodatkowe obciążenie. Wiadomo, że córka trenera jest postrzegana w zespole zupełnie inaczej niż reszta dziewczyn. Na początku w ogóle tego nie odczuwałam, ale później, już w wyższych klasach rozgrywkowych, pojawiały się – jak to u kobiet – przebąkiwania, że ta czy inna osoba gra dlatego, że jest spokrewniona ze szkoleniowcem czy działaczem... Jakieś przywileje na pewno były, ale mimo wszystko powiedziałabym, że taka sytuacja jest sporym obciążeniem.
Skąd wzięła się twoja pasja do piłki? Zaszczepili ją w tobie ojciec i brat?
- Zdecydowanie. Tata sam grał, później został trenerem, a i brat dość wcześnie związał się z futbolem. Siłą rzeczy sporo czasu spędzałam z nimi na stadionie, gdzieś tam sobie z boku kopałam... I tak zostało.
Zanim w Piasecznie powstała drużyna żeńska, trenowałaś z chłopakami. Nie spotkałaś się z ich strony z żadnymi przykrościami? Nie było głosów, że nie chcą grać z dziewczyną?
- Nie był to jakiś długi okres, ale rzeczywiście zaczęłam pojawiać się na treningach u Bartka Kobzy, który prowadził wówczas rocznik '91. Fajna ekipa, w której grali między innymi Michał Żyro, Robert Siekański czy Adam Gołaszewski. Nie spotkałam się tam z żadnymi niemiłymi historiami. Wręcz przeciwnie, miałam z chłopakami naprawdę dobry kontakt i nigdy nie dali mi odczuć, że mnie nie chcą.
Cały wywiad można przeczytać na www.kspiaseczno.jogger.pl