Nie żyje legenda Czarnych Sosnowiec

Zmarła Danuta Zgryźniak.  Zagrała na początku lat 80-tych w historycznym, pierwszym meczu reprezentacji Polski.


Na zdjęciu Zgryźniak w środku przed meczem na Sardyni z Włochami. pierwsza z prawej Irena Półtorak, drugi z prawej Tadeusz Maślak, trener reprezentacji Polski kobiet

W wieku 68 lat zmarła Danuta Zgryźniak, była legendarna środkowa reprezentacyjna napastniczka Czarnych Sosnowiec, która w latach osiemdziesiątych zdobywała po 30-40 goli w sezonie. Zagrała na początku lat 80-tych w historycznym, pierwszym meczu reprezentacji Polski, którą prowadził sosnowiczanin Tadeusz Maślak, z Włochami na Sardynii. Bez niej nie byłoby sukcesów Czarnych. Strzelała dla sosnowieckie klubu rozstrzygające bramki decydujące o pierwszych mistrzostwach i pucharze Polski.

Była niezwykle szybka i agresywna, była prawdziwym królem pola karnego. Szczególnie dużo bramek zdobywała po podaniach Marzeny Jamrozy, która na początku lat 90-tych wyjechała do belgijskiego Bruggie, a po zakończeniu kariery trenowała juniorów FC Bruggia, a dziś pracuje jako wychowawca w belgijskim kobiecym więzieniu. – Marzena świetnie dogrywała mi piłki, rozumiałyśmy się świetnie nie tylko na boisku, ale także poza nim. Była moją najlepszą koleżanką w drużynie - mówiła niespełna pół roku temu.

Zgryźniak od kilku była na emeryturze, żyła bardzo skromnie, jednak klub nie zapominał o niej. Piłkarki Czarnych kupowały jej żywność i pomagały finansowo. – Cieszę się, że klub o mnie nie zapomniał, jestem za to bardzo wdzięczna – nie ukrywała zadowolenia była napastniczka sosnowieckiego klubu. Pochodziła z Leszczyn – Czerwionki. Grę w piłkę łączyła z ciężką pracą w kopalni na sortowni. Ale nigdy nie narzekała. Od kilku lat chorowała, miała amputowaną prawą nogę, którą strzelała tyle pięknych, decydujących bramek. Jednak zawsze bardzo chętnie przyjeżdżała na mecze swoich młodszych koleżanek. – Cieszę się, że ostatnio nawiązały one do naszych sukcesów i zdobyły mistrzostwo oraz puchar Polski. Śledzę kobiecą piłkę nożną, bo to moja miłość – deklarowała.

Jeszcze tydzień temu Janusz Dyszkowski, wiceprezes Czarnych, który dba o kontakty z byłymi piłkarkami, przywiózł Zgryźniak na mecz z GKS Katowice. – W ubiegła niedzielę pojechałem po nią do Leszczyn, aby zabrać ją na mecz Gieksą. Wydawała mi się jakaś dziwna, inna niż zawsze. Nie była wesoła i rozpromieniona, wyszła z klatki ze łzami w oczach, cała się trzęsła. Pytałem ją co się stało, ale zmieniła temat. Ona chyba wiedziała, że zabieram ją na ostatni mecz, a ja nic nie podejrzewałem. Nie spodziewałem się, że to nasze ostatnie wspólne meczowe 90 minut – smuci się działacz Czarnych.