Naszego awansu historia krótka...
26 maja 2012, Szczecin, kilka minut przed godziną 13. Właśnie w dramatycznych okolicznościach skończył się mecz przedostatniej kolejki I ligi grupy północnej pomiędzy Olimpią a moimi GOSiRkami. Marta Stodulska w doliczonym czasie gry strzeliła bramkę na 2-1 i zapewniła nam 3 punkty. Radości nie było końca. Trenerzy zostali oblani wodą, razem w kółku zaśpiewałyśmy "miasto lidera, Piaseczno, miasto lidera". Awans do Ekstraligi wydawał się być tak blisko... Schodząc z boiska w Szczecinie nie wiedziałyśmy nawet jak blisko. Goniące nas całą rundę wiosenną Zagłębie Lubin przed przedostatnią serią spotkań miało do nas zaledwie dwa punkty straty.
W ową pamiętną sobotę równolegle rozgrywało swój mecz w Koninie przeciwko rezerwom Medyka. Aby przedłużyć swoje nadzieje na awans piłkarki z Dolnego Śląska musiały bezwzględnie wygrać. Podczas naszego spotkania ani my, ani sztab trenerski nie znał wyniku z Konina. Czekałyśmy już przebrane pod szatnią na transport na dworzec, gdy nasz drugi trener skończył rozmawiać przez telefon i krzyknął "w Koninie 1-1!". Nie uwierzyłyśmy. Dopiero gdy wiadomość potwierdził pierwszy trener, zaczęło do nas docierać co się właśnie stało...
Do drużyny GOSiRek dołączyłam w lipcu ubiegłego roku. Jestem wychowanką tego klubu, ale przez poprzednie trzy i pół sezonu występowałam w Górniku Łęczna. Moja nowa/stara drużyna była świeżo po awansie do I ligi. Występowały w niej w przeważającej większości młode zawodniczki, wiele wychowanek. Niektóre z nich swoje pierwsze kroki w klubie stawiały jeszcze podczas mojego poprzedniego pobytu w Piasecznie. Trener Dudek przed nowym sezonem postanowił wzmocnić drużynę. Postawił przede wszystkim na doświadczone zawodniczki. Na pierwszym treningu spotkałam zatem stare znajome z Piaseczna, Emilię Baran i Dianę Bielińską. "Nowa" była też młoda napastniczka, ściągnięta z Zagłębia Lubin Marta Stodulska. Nieco później dołączyła do nas Natalia Maciąg z AZS Biała Podlaska. Do ekipy dołączył też drugi trener Łukasz Kasztankiewicz. W takim składzie rozpoczęłyśmy przygotowania do nowego sezonu, który, pomimo wyżej wymienionych transferów, dla większości zawodniczek miał być premierową przygodą z I ligą. Pamiętam jak przed sezonem razem z trenerami przyglądaliśmy się tabeli zachodząc w głowę, które zespoły będą mocne, a z kim możemy powalczyć. Ile potrzeba nam punktów, żeby się utrzymać... Właśnie tak, byliśmy beniaminkiem, w sierpniu naszym celem było spokojne utrzymanie się i miejsce w środku tabeli.
Kiedy ten cel zaczął się zmieniać? Tak naprawdę trudno powiedzieć. Zastanawiałam się bardzo długo, kiedy tak naprawdę uwierzyłyśmy w to, że możemy sprawić, aż taką niespodziankę i nie znajduje jednoznaczniej odpowiedzi. Osobiście, już na letnim obozie przygotowawczym, po dobrych występach w sparingach ze Sztormem Gdynia czy Podgórzem Kraków, czułam, że trafiłam do dobrej, młodej i bardzo ambitnej drużyny i że nie będzie się ona bronić przed spadkiem. Ale walki o awans, i to skutecznej, nie przewidział chyba nikt. Po rundzie jesiennej zakończonego sezonu wiele osób zarzucało nam, że jesteśmy szczęśliwym liderem. Trudno im się dziwić. Większość meczów wygrałyśmy 1-0. Padały głosy, że to dlatego, że nikt nas nie zna i że w rundzie rewanżowej już tak łatwo nie będzie. Ale my zdawałyśmy sobie z tego sprawę. Wiedziałyśmy, że w przerwie zimowej czeka nas mnóstwo pracy. Nadchodzącej trudnej wiosny spodziewali się również trenerzy i działacze, którzy zadbali o to, żeby wzmocnić zespół. Skład poszerzył się zatem o bramkarkę Kaję Ożgo i napastniczkę Lindę Dudek. Rzeczywiście, na wiosnę wcale nie było łatwo. W meczach w Koninie, Gdyni, Szczecinie czy ze Stilonem wynik pozostawał otwarty do ostatniego gwizdka, wygrywałyśmy jedną bramką, remisowałyśmy w końcówce. Znowu szczęście? Ktoś może tak powiedzieć. Odpowiem, że jeśli owo "szczęście" powtarza się w kilkunastu meczach, to chyba jest to jednak coś więcej.
Nasze zwycięstwo w Szczecinie i równoczesny remis pomiędzy Zagłębiem a Medykiem Konin sprawił, że przed ostatnią kolejką nasz awans był już pewny. Spotkanie z Victorią Sianów miało być więc okazją do fety i świętowania historycznego awansu. Trzeba powiedzieć, że trener, prezes i wszyscy organizujący to wydarzenie stanęli na wysokości zadania. Były szampany, okolicznościowe koszulki, medale, sztuczne ognie. My jako zawodniczki również nie zawiodłyśmy, wygrałyśmy 3-0. Po zakończonym meczu długo nie schodziłyśmy z boiska, a śpiewom i świętowaniu nie było końca. Fantastycznie zachowała się również ekipa z Sianowa. Mimo pewnego już spadku z I ligi, wiedząc jak to dla nas ważne, przyjechała na mecz tyle kilometrów (co niestety, w polskiej kobiecej piłce nie jest codziennością). Ponadto wręczyła nam pamiątkową tablicę ze słowami "Grałyście pięknie i skutecznie. Byłyście wspaniałe". Dziękujemy! Niesamowici byli również nasi kibice, którzy stworzyli podczas meczu atmosferę wielkiego wydarzenia. Ten dzień na pewno długo pozostanie w naszej pamięci.
Jaka jest recepta na sukces w Piasecznie? Co takiego sprawiło, że przez cały sezon drużyna GOSiRek przegrała zaledwie jeden mecz i tylko dwa zremisowała? Myślę, że na to wszystko złożyło się wiele składników, które razem dały niesamowicie skuteczną "mieszankę". Drużyna składa się z młodych i przede wszystkim bardzo ambitnych zawodniczek. Jej trzon gra ze sobą od wielu sezonów. Zespół bardzo długo występował w II lidze co pozwoliło mu się "dotrzeć" i dojrzeć do gry w wyższej klasie rozgrywkowej. Dziewczyny były po prostu gotowe na tę I ligę. Dodatkowo do drużyny dołączyły doświadczone zawodniczki, mające na swoim koncie występy zarówno w I lidze jak i na najwyższym poziomie rozgrywek. Umiejętnie pokierowały młodszymi koleżankami. Swoje zrobiło także na pewno zatrudnienie drugiego trenera, Łukasza Kasztankiewcza, który "świeżym" okiem spojrzał na drużynę. Wszystko to pozwoliło na stworzenie silnego zespołu.
Przed nami miesiąc przerwy. A potem kolejna wielka przygoda. Ekstraliga w Piasecznie to wydarzenie bez precedensu. Dotychczas nie było tu najwyższej klasy rozgrywkowej czy to piłkarskiej czy w innych równie popularnych sportach zespołowych. Dla mnie, zawodniczki, która była w GOSiRkach niemal od początku, dla dziewczyn w podobnej sytuacji, czy w końcu dla trenera Krzysztofa Dudka, dzięki któremu ten klub w ogóle istnieje, ten awans to spełnienie marzeń. Przed nami wszystkimi teraz bardzo dużo pracy by występy w Ekstralidze nie okazały się epizodem. Jasną sprawą jest fakt, że potrzebne są wzmocnienia. Ale jestem spokojna. Jeśli będą tak rozsądne, jak te sprzed roku to wszystko powinno być w porządku. Czekają nas niezwykle ciężkie przygotowania. Ale znam swoją drużynę, damy z siebie wszystko. Nie możemy się doczekać.
W sezonie 2011/12 w barwach GOSiRek awans do Eksraligi wywalczyły:
Anna Kopaniewska, Natalia Maciąg, Kaja Ożgo, Emilia Baran, Anna Kozłowska, Emilia Należyta, Beata Chapska, Katarzyna Liwanowska, Marta Chmielewska, Katarzyna Chapska, Paulina Należyta, Linda Dudek, Diana Bielińska, Kinga Rosłon, Marta Orlińska, Marta Stodulska, Aleksandra Godlewska, Iwona Tuchewicz, Emilia Szymula, Maja Wojtach oraz ja, Anna Grudzińska ;)
Trenerem drużyny KS GOSiRki Piaseczno jest Krzysztof Dudek, asystentem Łukasz Kasztankiewicz, kierownikiem Tomasz Rosłon, a prezesem Tomasz Stuczyński. Z piłkarkami współpracują również masażyści Karol Seliga oraz Michał Jaworski.
W ową pamiętną sobotę równolegle rozgrywało swój mecz w Koninie przeciwko rezerwom Medyka. Aby przedłużyć swoje nadzieje na awans piłkarki z Dolnego Śląska musiały bezwzględnie wygrać. Podczas naszego spotkania ani my, ani sztab trenerski nie znał wyniku z Konina. Czekałyśmy już przebrane pod szatnią na transport na dworzec, gdy nasz drugi trener skończył rozmawiać przez telefon i krzyknął "w Koninie 1-1!". Nie uwierzyłyśmy. Dopiero gdy wiadomość potwierdził pierwszy trener, zaczęło do nas docierać co się właśnie stało...
Do drużyny GOSiRek dołączyłam w lipcu ubiegłego roku. Jestem wychowanką tego klubu, ale przez poprzednie trzy i pół sezonu występowałam w Górniku Łęczna. Moja nowa/stara drużyna była świeżo po awansie do I ligi. Występowały w niej w przeważającej większości młode zawodniczki, wiele wychowanek. Niektóre z nich swoje pierwsze kroki w klubie stawiały jeszcze podczas mojego poprzedniego pobytu w Piasecznie. Trener Dudek przed nowym sezonem postanowił wzmocnić drużynę. Postawił przede wszystkim na doświadczone zawodniczki. Na pierwszym treningu spotkałam zatem stare znajome z Piaseczna, Emilię Baran i Dianę Bielińską. "Nowa" była też młoda napastniczka, ściągnięta z Zagłębia Lubin Marta Stodulska. Nieco później dołączyła do nas Natalia Maciąg z AZS Biała Podlaska. Do ekipy dołączył też drugi trener Łukasz Kasztankiewicz. W takim składzie rozpoczęłyśmy przygotowania do nowego sezonu, który, pomimo wyżej wymienionych transferów, dla większości zawodniczek miał być premierową przygodą z I ligą. Pamiętam jak przed sezonem razem z trenerami przyglądaliśmy się tabeli zachodząc w głowę, które zespoły będą mocne, a z kim możemy powalczyć. Ile potrzeba nam punktów, żeby się utrzymać... Właśnie tak, byliśmy beniaminkiem, w sierpniu naszym celem było spokojne utrzymanie się i miejsce w środku tabeli.
Kiedy ten cel zaczął się zmieniać? Tak naprawdę trudno powiedzieć. Zastanawiałam się bardzo długo, kiedy tak naprawdę uwierzyłyśmy w to, że możemy sprawić, aż taką niespodziankę i nie znajduje jednoznaczniej odpowiedzi. Osobiście, już na letnim obozie przygotowawczym, po dobrych występach w sparingach ze Sztormem Gdynia czy Podgórzem Kraków, czułam, że trafiłam do dobrej, młodej i bardzo ambitnej drużyny i że nie będzie się ona bronić przed spadkiem. Ale walki o awans, i to skutecznej, nie przewidział chyba nikt. Po rundzie jesiennej zakończonego sezonu wiele osób zarzucało nam, że jesteśmy szczęśliwym liderem. Trudno im się dziwić. Większość meczów wygrałyśmy 1-0. Padały głosy, że to dlatego, że nikt nas nie zna i że w rundzie rewanżowej już tak łatwo nie będzie. Ale my zdawałyśmy sobie z tego sprawę. Wiedziałyśmy, że w przerwie zimowej czeka nas mnóstwo pracy. Nadchodzącej trudnej wiosny spodziewali się również trenerzy i działacze, którzy zadbali o to, żeby wzmocnić zespół. Skład poszerzył się zatem o bramkarkę Kaję Ożgo i napastniczkę Lindę Dudek. Rzeczywiście, na wiosnę wcale nie było łatwo. W meczach w Koninie, Gdyni, Szczecinie czy ze Stilonem wynik pozostawał otwarty do ostatniego gwizdka, wygrywałyśmy jedną bramką, remisowałyśmy w końcówce. Znowu szczęście? Ktoś może tak powiedzieć. Odpowiem, że jeśli owo "szczęście" powtarza się w kilkunastu meczach, to chyba jest to jednak coś więcej.
Nasze zwycięstwo w Szczecinie i równoczesny remis pomiędzy Zagłębiem a Medykiem Konin sprawił, że przed ostatnią kolejką nasz awans był już pewny. Spotkanie z Victorią Sianów miało być więc okazją do fety i świętowania historycznego awansu. Trzeba powiedzieć, że trener, prezes i wszyscy organizujący to wydarzenie stanęli na wysokości zadania. Były szampany, okolicznościowe koszulki, medale, sztuczne ognie. My jako zawodniczki również nie zawiodłyśmy, wygrałyśmy 3-0. Po zakończonym meczu długo nie schodziłyśmy z boiska, a śpiewom i świętowaniu nie było końca. Fantastycznie zachowała się również ekipa z Sianowa. Mimo pewnego już spadku z I ligi, wiedząc jak to dla nas ważne, przyjechała na mecz tyle kilometrów (co niestety, w polskiej kobiecej piłce nie jest codziennością). Ponadto wręczyła nam pamiątkową tablicę ze słowami "Grałyście pięknie i skutecznie. Byłyście wspaniałe". Dziękujemy! Niesamowici byli również nasi kibice, którzy stworzyli podczas meczu atmosferę wielkiego wydarzenia. Ten dzień na pewno długo pozostanie w naszej pamięci.
Jaka jest recepta na sukces w Piasecznie? Co takiego sprawiło, że przez cały sezon drużyna GOSiRek przegrała zaledwie jeden mecz i tylko dwa zremisowała? Myślę, że na to wszystko złożyło się wiele składników, które razem dały niesamowicie skuteczną "mieszankę". Drużyna składa się z młodych i przede wszystkim bardzo ambitnych zawodniczek. Jej trzon gra ze sobą od wielu sezonów. Zespół bardzo długo występował w II lidze co pozwoliło mu się "dotrzeć" i dojrzeć do gry w wyższej klasie rozgrywkowej. Dziewczyny były po prostu gotowe na tę I ligę. Dodatkowo do drużyny dołączyły doświadczone zawodniczki, mające na swoim koncie występy zarówno w I lidze jak i na najwyższym poziomie rozgrywek. Umiejętnie pokierowały młodszymi koleżankami. Swoje zrobiło także na pewno zatrudnienie drugiego trenera, Łukasza Kasztankiewcza, który "świeżym" okiem spojrzał na drużynę. Wszystko to pozwoliło na stworzenie silnego zespołu.
Przed nami miesiąc przerwy. A potem kolejna wielka przygoda. Ekstraliga w Piasecznie to wydarzenie bez precedensu. Dotychczas nie było tu najwyższej klasy rozgrywkowej czy to piłkarskiej czy w innych równie popularnych sportach zespołowych. Dla mnie, zawodniczki, która była w GOSiRkach niemal od początku, dla dziewczyn w podobnej sytuacji, czy w końcu dla trenera Krzysztofa Dudka, dzięki któremu ten klub w ogóle istnieje, ten awans to spełnienie marzeń. Przed nami wszystkimi teraz bardzo dużo pracy by występy w Ekstralidze nie okazały się epizodem. Jasną sprawą jest fakt, że potrzebne są wzmocnienia. Ale jestem spokojna. Jeśli będą tak rozsądne, jak te sprzed roku to wszystko powinno być w porządku. Czekają nas niezwykle ciężkie przygotowania. Ale znam swoją drużynę, damy z siebie wszystko. Nie możemy się doczekać.
W sezonie 2011/12 w barwach GOSiRek awans do Eksraligi wywalczyły:
Anna Kopaniewska, Natalia Maciąg, Kaja Ożgo, Emilia Baran, Anna Kozłowska, Emilia Należyta, Beata Chapska, Katarzyna Liwanowska, Marta Chmielewska, Katarzyna Chapska, Paulina Należyta, Linda Dudek, Diana Bielińska, Kinga Rosłon, Marta Orlińska, Marta Stodulska, Aleksandra Godlewska, Iwona Tuchewicz, Emilia Szymula, Maja Wojtach oraz ja, Anna Grudzińska ;)
Trenerem drużyny KS GOSiRki Piaseczno jest Krzysztof Dudek, asystentem Łukasz Kasztankiewicz, kierownikiem Tomasz Rosłon, a prezesem Tomasz Stuczyński. Z piłkarkami współpracują również masażyści Karol Seliga oraz Michał Jaworski.
Anna Grudzińska