Kiedrzynek: Wszystko jest jak z bajki

W serwisie internetowym Polskiego Związku Piłki Nożnej ukazał się wywiad z Katarzyną Kiedrzynek, bramkarką reprezentacji Polski i nową zawodniczką Paris Saint Germain.

Jak się czuje największa polska bohaterka trwającego jeszcze okienka transferowego?
- Bohaterka?

Oczywiście. Polskie media najczęściej informowały o ewentualnych przenosinach Roberta Lewandowskiego do Bayerny Monachium. Tymczasem to Pani, bez błysku fleszy zamieniła Górnika Łęczna na europejską potęgę – Paris Saint Germain.
- Jestem bardzo szczęśliwa. To dla mnie ogromny krok do przodu. Do tej pory przyzwyczaiłyśmy środowisko, że jeśli wyjeżdżamy za granicę, to tylko do Niemiec. Kontrakt z PSG podpisałam 22 lipca. Właśnie minął pierwszy miesiąc, odkąd jestem w zupełnie nowym miejscu. Od razu muszę jednak dodać, że w cudownym miejscu. PSG to stuprocentowo profesjonalny klub w każdym calu. Ledwo co wróciliśmy z obozu z Portugalii, a już wyjeżdżamy do Calais, gdzie zagramy w turnieju z Interem Mediolan, VfL Wolfburg i FC Barcelona.

Wróćmy jednak do początków Pani drogi prowadzącej do Paryża. Jak to się stało, że została Pani bramkarką?
- W moim rodzinnym domu sportu i rekreacja zawsze były ważnymi elementami. Będąc dzieckiem każdą wolną chwilę chciałam spędzać na boisku. Najpierw grałam jednak w piłkę ręczną w MKS Kalina, a później zapisałam się na treningi piłki nożnej w Motorze Lublin. Chociaż w szczypiorniaka nieźle mi szło, miłość do futbolu okazała się silniejsza. Czas pokazuje, że to był świetny wybór.



Ale dlaczego chciała Pani stać na bramce?
- Nie chciałam! Jak każdy piłkarz marzyłam o zdobywaniu bramek. W zasadzie w ogóle nie ciągnęło mnie do piłkarskiej bramki. Akurat w tej kwestii decydujące znaczenie miała postawa mojego taty. Pojechaliśmy na nasz pierwszy mecz ligowy do Krasnystawa i jak to często bywa w młodzieżowych zespołach, zabrakło bramkarki. Wtedy mój tata się wygadał, że przecież trenowałam piłkę ręczną na bramce. Pamiętam, że wtedy byłam zła na niego, bo chciałam grać w ataku! Spotkanie wprawdzie przegraliśmy 1:2, ale ja obroniłam karnego i kilka sytuacji sam na sam. Po tym meczu zostałam już etatową bramkarką, chociaż często wędrowałam w pole karne rywalek na rzuty różne czy wolne.

W takim razie jednym z Pani idoli musiał być paragwajski bramkarz Jose Luis Chilavert.
- Rzeczywiście świetnie uderzał rzuty wolne. Jednak bez dwóch zdań moim największym idolem jest Jerzy Dudek. Właśnie po raz kolejny czytam jego książkę „Uwierzyć w siebie do przerwy 0:3”. Wzoruję się również na Arturze Borucu, a z zagranicznych bramkarzy najbardziej cenię Ikera Casillasa.

Cały wywiad z Katarzyną Kiedrzynek można przeczytać w serwisie pzpn.pl