Stodulska: Jestem nerwusem
Pochodzisz z Łęczycy – miasta, które nie ma jakichś wielkich tradycji piłkarskich. Skąd pomysł, by spróbować sił w futbolu?
- Zaczęłam grać już w szkole podstawowej i bardzo mi się to spodobało. Później nauczyciel wychowania fizycznego skierował mnie do chłopaków. W Łęczycy była drużyna męska, zresztą ona nadal istnieje, i ja pierwsze kroki w futbolu stawiałam grając prawie 4 lata z chłopakami. Dostałam wtedy propozycję przejścia do Konina, bo trener Jaszczak wypatrzył mnie na jakichś zawodach szkolnych, aczkolwiek z niej nie skorzystałam. Po roku zgłosił się do mnie trener ze Zgierza i tam, w Radanie, podjęłam walkę z dziewczynami. To była moja pierwsza w pełni żeńska drużyna. Po roku czy po półtora roku trafiłam do MOSiR-u Sieradz, później był Uczniowski Klub Sportowy Ostrovia Ostrówek i tak naprawdę to tam przeżyłam najlepszy okres w swojej karierze. Zdobyłyśmy w rozgrywkach juniorskich – na trawie i na hali – chyba 6 czy 7 mistrzostw Polski. Wtedy byłam także powoływana do reprezentacji Polski do lat 15, 17 i 19.
Piłka nożna była twoim pierwszym wyborem, czy próbowałaś wcześniej innych sportów?
- Od małego najwięcej czasu spędzałam z chłopcami. Tak naprawdę to oni nauczyli mnie jeździć na rowerze, grać w piłkę, siatkówkę i kilka innych dyscyplin. Ale wiadomo, chłopaki najczęściej grają w piłkę, więc ja też się z nimi bawiłam. Na początku ustawiali mnie na bramce, ale później zaczęłam grać w polu, strzelać gole... Spodobało mi się to i tak już zostało.
Po Ostrovii trafiłaś do Zagłębia Lubin, czyli klubu, który jest chyba jednym z najlepiej poukładanych, jeżeli chodzi o piłkę kobiecą. Jak wspominasz tamten okres?
- To troszeczkę nie tak. Gdy trafiłam do Lubina, drużyna nazywała się Ecoren Ziemia Lubińska. „Miedziowi” jakoś nam wówczas pomagali, ale dopiero gdy odeszłam z drużyny, klub trafił pod szyld Zagłębia Lubin. Jak wspominam tamte czasy? Cóż, pod względem piłkarskim był to chyba mój najsłabszy okres w karierze. Drużyna była świeżo po awansie z II do I ligi, a ja w tej I lidze strzeliłam naprawdę mało goli... Nie wiem, może to wynikało z tego, że po raz pierwszy w życiu musiałam przenieść się tak daleko od domu? To było 350 kilometrów, jakoś mi to na pewno w psychice siedziało i być może to spowodowało, że tak naprawdę grałam tam bardzo słabo.
Cały wywiad z Martą Stodulską można przeczytać na kspiaseczno.jogger.pl
- Zaczęłam grać już w szkole podstawowej i bardzo mi się to spodobało. Później nauczyciel wychowania fizycznego skierował mnie do chłopaków. W Łęczycy była drużyna męska, zresztą ona nadal istnieje, i ja pierwsze kroki w futbolu stawiałam grając prawie 4 lata z chłopakami. Dostałam wtedy propozycję przejścia do Konina, bo trener Jaszczak wypatrzył mnie na jakichś zawodach szkolnych, aczkolwiek z niej nie skorzystałam. Po roku zgłosił się do mnie trener ze Zgierza i tam, w Radanie, podjęłam walkę z dziewczynami. To była moja pierwsza w pełni żeńska drużyna. Po roku czy po półtora roku trafiłam do MOSiR-u Sieradz, później był Uczniowski Klub Sportowy Ostrovia Ostrówek i tak naprawdę to tam przeżyłam najlepszy okres w swojej karierze. Zdobyłyśmy w rozgrywkach juniorskich – na trawie i na hali – chyba 6 czy 7 mistrzostw Polski. Wtedy byłam także powoływana do reprezentacji Polski do lat 15, 17 i 19.
Piłka nożna była twoim pierwszym wyborem, czy próbowałaś wcześniej innych sportów?
- Od małego najwięcej czasu spędzałam z chłopcami. Tak naprawdę to oni nauczyli mnie jeździć na rowerze, grać w piłkę, siatkówkę i kilka innych dyscyplin. Ale wiadomo, chłopaki najczęściej grają w piłkę, więc ja też się z nimi bawiłam. Na początku ustawiali mnie na bramce, ale później zaczęłam grać w polu, strzelać gole... Spodobało mi się to i tak już zostało.
Po Ostrovii trafiłaś do Zagłębia Lubin, czyli klubu, który jest chyba jednym z najlepiej poukładanych, jeżeli chodzi o piłkę kobiecą. Jak wspominasz tamten okres?
- To troszeczkę nie tak. Gdy trafiłam do Lubina, drużyna nazywała się Ecoren Ziemia Lubińska. „Miedziowi” jakoś nam wówczas pomagali, ale dopiero gdy odeszłam z drużyny, klub trafił pod szyld Zagłębia Lubin. Jak wspominam tamte czasy? Cóż, pod względem piłkarskim był to chyba mój najsłabszy okres w karierze. Drużyna była świeżo po awansie z II do I ligi, a ja w tej I lidze strzeliłam naprawdę mało goli... Nie wiem, może to wynikało z tego, że po raz pierwszy w życiu musiałam przenieść się tak daleko od domu? To było 350 kilometrów, jakoś mi to na pewno w psychice siedziało i być może to spowodowało, że tak naprawdę grałam tam bardzo słabo.
Cały wywiad z Martą Stodulską można przeczytać na kspiaseczno.jogger.pl