Żelazko: Granie mi wychodziło najlepiej

Po meczu Medyka z Górnikiem (2:2) rozmawialiśmy z Anną Żelazko, obecnie kontuzjowaną piłkarką Górnika Łęczna i jednocześnie jedną z najbardziej utytułowanych polskich piłkarek.

W piłkę na poważnie zaczęła Pani grać w Savenie Warszawa. Jak trafiła Pani do Sosnowca?
W Warszawie zagrałam bodajże dwa sezony. Zostałam wypatrzona przez trenera Czarnych Sosnowiec, który zaproponował mi przejście, na co się zdecydowałam.

W swojej dotychczasowej karierze, poza Medykiem, grała Pani we wszystkich czołowych kobiecych klubach w Polsce (Czarni Sosnowiec, AZS Wrocław, Unia Racibórz). Nigdy nie było tematu gry w Koninie? A może decydowały względy osobiste?
Był kiedyś taki temat natomiast zawsze coś nie wychodziło. Nie mogliśmy się porozumieć i dlatego nigdy do Konina nie trafiłam.

Przeciwko Medykowi miała Pani też okazję grać w kilku finałach Pucharu Polski. Jak wspomina Pani tamte spotkania?
Różne były te mecze. Kilka razy wygrałam a w ostatniej edycji, w Gdyni dość wysoko przegrałyśmy więc nie wspominam miło (uśmiech)

Jak wspomina Pani występy w ówczesnym Pucharze UEFA (dziś UEFA Womens Champion’s League)? Strzelić gola, choćby w eliminacjach, to musi być fajne przeżycie?
Oczywiście. Wszystkie przygotowania do Ekstraligi są po to aby zdobyć mistrzostwo Polski bo to jest przepustka do Ligi Mistrzyń. Kluby na pewno na tym najbardziej się koncentrują. Jest to wielkie wydarzenie. Każda dziewczyna, która gra w piłkę na pewno marzy o tym aby zagrać w Lidze Mistrzyń czy w reprezentacji – to są takie najwyższe cele, które sobie stawiamy.

Ma Pani na swoim koncie kilkadziesiąt meczów i mnóstwo goli w reprezentacji. Czy uważa Pani, że w obecnych eliminacjach stać naszą drużynę na sukces czyli awans na Mistrzostwa Europy?
Będzie o to bardzo trudno ponieważ mamy rywalki z najwyższej półki. Jest Szwecja, są Dunki, które zawsze grają na najwyższym poziomie i na największych imprezach. Więc o sukces będzie trudno ale trzeba walczyć ile sił i wierzyć, że awans da się uzyskać.

Co dla Pani oznaczała gra z orzełkiem na piersi?
Gra w piłkę zaczyna się tak naprawdę od zabawy, od tego, że sprawia to przyjemność. Potem przeradza się w wyższe cele. Później główny cel to reprezentacja, koszulka z orzełkiem na piersi. Jest to wielkie wydarzenie... Hymn na stadionie... Dlatego warto grać w piłkę nożną.

Kilka razy zasiadła Pani na stanowisku komentatorskim. Co jest trudniejsze – granie w piłkę czy komentowanie?
Różnie. I tu i tu jest czasami ciężko. Zawsze granie mi wychodziło najlepiej i z tego czerpałam najwięcej przyjemności. A komentowanie? Może w przyszłości sprawiałoby mi wiele radości.

Jest to jakaś opcja. Może też funkcja trenera?
Powoli zdobywam uprawnienia trenerskie i być może w przyszłości będę trenować natomiast komentowanie meczów to też fajna sprawa. Podoba mi się ale czas pokaże.

Jeszcze zapytam o Pani wrażenia na temat dzisiejszego meczu? Pierwsza połowa bez historii natomiast w drugiej połowie emocji było tyle, że można by nimi pewnie obdzielić kilka meczów Ekstraligi.
Dokładnie. Dawno nie widziałam tak zaciętego meczu. Cieszy, że przeciwstawiłyśmy się Medykowi, że potrafiłyśmy wyeliminować ich najlepsze strony i to nam się udawało prawie do końcowego gwizdka. Błąd, który nie powinien nam się zdarzyć i zostajemy z punktem a było blisko wywalczenia trzech.

Dziękuję za rozmowę.